środa, 12 grudnia 2012
Kwiat jednej nocy
Elegancko ubrani ludzie zasiedli na purpurowo obitych siedzeniach rozmieszczonych schodkowo, na wielkiej sali widowiskowej. Tło sceny, na której stoi czarny fortepian, stanowi kotara namiętnej czerwieni róży. Na sali nastaje cisza.
Speakerka, wysoka młoda kobieta, nieprzeciętnej urody, wita gości. Wśród nich są m.in. przedstawiciele Rady Miasta i Marszałkowskiej oraz Prezydent Lublina. Zaraz zostanie zaprezentowany film promujący szkołę Linguaton, której 20lecie jest właśnie obchodzone.
Po krótkiej, ale i imponującej prezentacji szkoły i jej historii, przechodzimy do następnego punktu, głównego wydarzenia wieczoru jakim jest koncert pewnego sympatycznego pana z Ameryki.
Na scenę wychodzi starszy pan w garniturze. To Stan. Zasiada bez słowa za fortepianem i rozsiewa po uszach słuchaczy pierwsze nuty. To jest muzyczna poezja. Po ciele przebiegają ciarki.
Pierwszy utwór jest jak kwiat, który dojrzewa w jedną noc i jest wspaniałym otwarciem koncertu. To 'Waterfall'. Dalej zaczyna się magia, wspaniała interakcja muzyka z widownią, gość w końcu jest nauczycielem i pokazuje nam, słuchaczom jak czerpać radość i nie tylko słuchać, ale i udzielać się, dodając echa do kawałków, rytmicznie klaskać, śpiewać. Wspaniała zabawa.
Pojawiło się 17 utworów, w tym improwizowane covery takie jak Ain't no sunshine Bill'a Withers'a, Route 66 Nat King Cole'a, czy Take five Dave'a Bruckback'a. Z własnego repertuaru były m.in. Latin Blues, Love sign. Większość z tych i innych utworów uzupełniana była scat'em jazzmana. Stan daje po sobie znać, że jest człowiekiem niesamowicie pozytywnym, bije od niego energia, ma poczucie humoru, czego przykładem może być jego improwizacja reklamy komercyjnej aut, przy wprowadzeniu do Take Five. Podczas koncertu usłyszeć można było również dwie kolędy, w duchu zbliżających się świąt :)
Występ zamknął utworem Smile, Nat King Cole'a. Pojawienie się tak wielu coverów tego muzyka, spowodowane zostało jego wpływem na Breckenridge'a w dzieciństwie. Stan opowiedział, że gdy miał 8 lat, matka wspierała go, namawiając do śpiewu, a jakiś czas później dostał organy od rodziców i tak zaczął grać, inspirując się właśnie m.in. Nat'em.
Po tym wszystkim, gdy scat buszował nadal po mojej głowie, udaliśmy się zakupić krążek. Stan stał obok stoiska z płytami, podpisywał je z dedykacjami i rozmawiał z gośćmi. Miły i ciepły człowiek. Udaliśmy się po kurtki do szatni, była straszna kolejka, a kiedy wracaliśmy on nadal tam był.
Koncert odbył się w Centrum Kongresowym Przyrodniczego Uniwersytetu w Lublinie, 12 grudnia.o godzinie 19.
Stan Breckenridge, profesjonalny muzyk, autor książek i nauczyciel na California State University. Więcej http://stanbreckenridge.com .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)